Michał Aleksandrowicz z debiutem w Betclic 3. Lidze. – Ciężko na to pracuję – mówi nam.
Ma dopiero 17 lat, ale już zdążył usłyszeć pierwszy gwizdek na trzecioligowym boisku jako zawodnik pierwszej drużyny. Michał Aleksandrowicz zadebiutował w barwach pierwszego zespołu Lechia Zielona Góra i – jak sam mówi – to dla niego dopiero początek drogi.
Droga do tego momentu zaczęła się w Gubinie. To tam, jeszcze jako kilkuletni chłopak, złapał bakcyla do piłki.
– Jeździłem z rodzicami na mecze do Stargardu Gubińskiego, gdzie grał mój wujek. To były moje pierwsze wspomnienia związane z piłką – opowiada.
Niedługo później przyszła pierwsza decyzja, która – choć podjęta przez mamę – okazała się kluczowa. – Zapisała mnie do piłkarskiej akademii, bo bardzo tego chciałem. Miałem wtedy pięć lat – dodaje.
Jak wielu jego rówieśników, wychowywał się z piłką przy nodze. Boisko szkolne, podwórko, każdy wolny moment.
– Od zawsze chciałem być piłkarzem. Grało się wszędzie, gdzie się dało – wspomina. Kolejnym etapem była Carina Gubin, a później moment, który w jego karierze okazał się przełomowy.
Do Zielonej Góry trafił jeszcze jako uczeń szkoły podstawowej. Wybór nie był przypadkowy.
– W siódmej klasie wielu chłopaków odchodziło do innych klubów, często większych. Ja też miałem propozycje, ale uznałem, że Lechia to najlepsze miejsce. Przekonało mnie to, jak klub pracuje z młodzieżą i że naprawdę daje szanse młodym zawodnikom – tłumaczy Aleksandrowicz.
Dziś łączy piłkę z nauką w VII Liceum Ogólnokształcącym Mistrzostwa Sportowego w Zielonej Górze. Jest w trzeciej klasie, a na horyzoncie już matura.
– Staram się to wszystko pogodzić. Nie mam jednego ulubionego przedmiotu, ale dobrze radzę sobie ze wszystkim. Najbardziej lubię języki obce – zdradza.
Na boisku ma jasno określoną rolę. Lewa strona to jego naturalne środowisko. – Jestem lewonożny, więc najlepiej czuję się na lewym skrzydle albo wahadle. Teraz najczęściej gram właśnie na wahadle. To wymagająca pozycja, bo trzeba pracować na całej długości boiska – od obrony do ataku. Dużo biegania, ale to mi odpowiada – podkreśla. Jak dodaje, zdecydowanie bliżej mu do ofensywy niż defensywy.
Największe zaskoczenie przyszło jednak zimą. I to w momencie, którego się nie spodziewał.
– Przyjechałem normalnie na trening drugiego zespołu, a na miejscu dowiedziałem się, że mam iść trenować z pierwszą drużyną. To był dla mnie szok, ale taki bardzo pozytywny – opowiada. Szybko jednak zamienił emocje na pracę.
Wejście do szatni pierwszego zespołu bywa trudne dla młodych zawodników, ale w jego przypadku obyło się bez problemów. – Zostałem bardzo dobrze przyjęty. Atmosfera była naprawdę dobra, co dużo mi pomogło na początku – zaznacza.
Pierwsze minuty łapał jeszcze w sparingach. Zagrał m.in. przeciwko Polonii Środa Wielkopolska i Pogoni Szczecin, zbierając cenne doświadczenie. Potem przyszła Betclic 3. Liga i moment, na który czekał. Choć początkowo oglądał mecze z ławki, w końcu dostał swoją szansę.
– Można powiedzieć: do trzech razy sztuka. Wszedłem na boisko pod koniec meczu ze Skrą Częstochowa. Był lekki stres, ale bez przesady. Nie było żadnego paraliżu – wspomina swój debiut. Kilka minut wystarczyło, by poczuć smak seniorskiej piłki.
Dla młodego zawodnika to jednak nie powód, by odlecieć. Wręcz przeciwnie. – Swoją pracą pokazałem, że mogę dostać szansę. Jestem wdzięczny trenerom za zaufanie i czekam na kolejne minuty. Chciałbym grać więcej, ale podchodzę do tego spokojnie, z pokorą – podkreśla.
I właśnie ta pokora może być jego największym atutem. Bo choć debiut to ważny krok, Michał Aleksandrowicz doskonale wie, że w piłce nic nie przychodzi za darmo. A jego historia dopiero się zaczyna.
Mateusz Komperda

